aha, aha...
hepi hepi...
i to na tyle, POSZŁAM się (DO) Utopi(I)ć...

ale było fajnieeee
Głodówka, brak snu, starannie rozregulowane żywienie, bez końca powtarzane modlitwy, za ciasne buty - wszystko to podobno ułatwia spotkanie z boskoscią. Wszechmogący przestaje zachowywać się jak odwieczny wróg. Zmienia odrażający wygląd na miłą buzię subretki, spieszącej spełnić najskrytsze marzenia prawdziwie wierzących. Ekstatyczny usmiech podnosi kąciki ich warg, a w serca zstępuje spokój. Oto wielkie pojednanie.
Ascetyzm nie lezy niestety w mej naturze, ciążą mi resztki rozumu, a poczucie humoru - choć przytępione - nie ułatwia mi dialogu na wysokosci.

BAL NA UGORZE